Wywiad

Życiorys św. Stanisława Kostki listem Pana Boga do młodych

Rozmowa z ks. Zbigniewem Kucharskim

ks. Zbigniew KucharskiFot. parafia Chrystusa Króla w Głuszycy
  • Dziś młodzi, bardziej niż przed laty, boją się podejmowania decyzji. To pokazuje, że są słabsi duchowo. Przez św. Stanisława Kostkę Pan Bóg mówi do nich: wzmocnijcie swojego ducha! – mówi w rozmowie z KAI ks. Zbigniew Kucharski, dyrektor Młodzieżowej Agencji Informacyjnej “MAIKA”.

  • Wieloletni asystent generalny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży nawiązuje do rozpoczynającego się z okazji 450. rocznicy śmierci w 2018 w polskim Kościele Roku św. Stanisława Kostki.

Dorota Abdelmoula (KAI): Proszę Księdza, co powinniśmy dziś wiedzieć o św. Stanisławie Kostce, aby zainspirować jego przykładem młodych Polaków?

Ks. Zbigniew Kucharski: Choć Stanisław Kostka urodził się dawno, bo w 1550 r. i żył zaledwie 18 lat, jego życiorys, to piękny list, który Pan Bóg napisał do młodych ludzi, także współczesnych. Pochodził z rodziny arystokratycznej, studiując jej drzewo genealogiczne możemy powiedzieć, że wręcz królewskiej. Ojciec Stanisława był kasztelanem zakroczymskim, a on sam od wczesnej młodości otrzymywał staranne wychowanie. Mając czternaście lat razem z bratem Pawłem został wysłany do Wiednia, by tam doskonalił swoje wykształcenie. Jako młody chłopak biegle mówił po łacinie, w języku niemieckim i dobrze rozumiał grekę – był bardzo utalentowany. Z drugiej strony, był też bardzo dojrzały duchowo.

Jeśli ktoś nie czytał wnikliwie życiorysu św. Stanisława Kostki, to ten chłopak może się wydawać takim “rozmodlonym Stasiem”: przewrażliwionym, czułym, delikatnym itd. Ale trzeba zwrócić uwagę, że tak naprawdę był on wzorem młodego, dojrzałego i bardzo uporządkowanego mężczyzny – zarówno w sferze intelektu, jak i emocji.

KAI: Możemy podać jakiś przykład?

– W Wiedniu Stanisław Kostka, który ciężko chorował i uważał, że może umrzeć, bardzo pragnął przyjąć Komunię św. Mieszkał jednak u protestanta, który nie zgodził się, by ksiądz katolicki przyszedł do jego domu z Wiatykiem. Jednak młody Stanisław miał tak głęboką wiarę, że sama św. Barbara, patronka dobrej śmierci wraz z dwoma aniołami przyniosła mu Komunię św. Następnie ukazała mu się Matka Boża, która włożyła mu w ręce Dzieciątko Jezus i od tego momentu Stasiu cudownie wyzdrowiał. Wtedy też usłyszał polecenie, że ma wstąpić do Towarzystwa Jezusowego i odtąd jeszcze mocniej istniało w nim pragnienie wstąpienia do zakonu.

Jego rodzina bardzo się temu sprzeciwiała, zwłaszcza niezwykle ambitny ojciec. Nie wyobrażali sobie, że potomek światowego rodu zamknie się gdzieś w klasztorze. Stawiali bardzo silny opór, lecz on, jako młody człowiek, podjął decyzję, że i tak zrealizuje to pragnienie. Z tych powodów w doskonały sposób zaplanował i przygotował ucieczkę. I uciekł. Najpierw z Wiednia do Augsburga, a później do Dylingi. I proszę sobie wyobrazić, że trasa tej ucieczki liczyła 650 km! Ten dystans pokonał głównie na piechotę i w ukryciu – z obawy, że jego rodzina, dowiedziawszy się o ucieczce, wyśle za nim pogoń.

KAI: Taki patron młodzieży nie jest chyba zbyt mile widziany przez rodziców.

– Ale proszę zobaczyć, że była to ucieczka w bardzo szlachetnym celu. Rodzice chcieli mu narzucić swoją wolę, nie licząc się z wolą Boską, ani z wolą tego młodego człowieka. Nie do końca zdali egzamin, co zrozumieli dopiero w momencie pogrzebu syna i następnych okoliczności, kiedy te wszystkie wydarzenia zaczęły do nich docierać z wielką siłą.

Ta ucieczka pokazuje nam, jak silny charakter miał Stanisław Kostka. Drogi były niebezpieczne, a ten chłopiec z zamożnego domu, w przebraniu, sam przemierzył tyle kilometrów przez Europę. Musiał zatrzymywać się u nieznajomych, poruszał się naprzód powoli. Ile młodych osób zdobyłoby się dziś na taką wyprawę?

W dodatku on wiedział, że ta próba dostania się do zakonu jest niezwykle trudna: wówczas bez zgody rodziców nie należało przyjmować kandydata do zakonu. Tym bardziej, jeśli byli oni tak wpływowi i wysoko postawieni, jak rodzice Stanisława – to mogło sprowokować kłopoty całego zakonu.

Stanisław Kostka miał bardzo silny charakter, ale był też osobą miłą, towarzyską, spotykał się z rówieśnikami, nawet chodził na lekcje tańca. Jeśli jednak na jakiejś zabawie czy spotkaniu ktoś zaczynał się źle zachowywać, Stasiu, w ramach dezaprobaty, opuszczał takie spotkanie.

KAI: Buntownik na całego.

– Tak. A z drugiej strony, kiedy został przyjęty do jezuitów na próbę, w Niemczech, dano mu do wykonania najprostsze prace. Mógł się przez to czuć upokorzony, bo – jako młody arystokrata – od dzieciństwa miał własnego służącego. A jednak, znosił to spokojnie, czym zjednał sobie sympatię i szacunek całego środowiska. Nie był tam odbierany jako dziwak. Przeciwnie, miał bardzo dobre opinie wśród przełożonych i nauczycieli, także w Rzymie. Mówił “do wyższych rzeczy jestem stworzony” i dla dzisiejszej młodzieży może być przykładem takiej dobrej, silnej woli. A także uparcie kształcącego się ucznia, bo w Wiedniu okazało się, że jego umiejętności są słabe. Trzy lata później należał do grona najlepszych uczniów w szkole. To był wynik uporu i pilności.

KAI: Historia św. Stanisława Kostki jest tak nieprawdopodobna, że aż trudno sobie wyobrazić, by mogła się wydarzyć w dzisiejszych czasach. Jakim nastolatkiem mógłby być ten młody człowiek, gdyby był rówieśnikiem współczesnej młodzieży?

– Pan Bóg wkracza w życie ludzkie niezależnie od epoki, w której żyją. I myślę, że gdyby Stasiu Kostka żył współcześnie, to też dążyłby do tego, by wypełniać swoje powołanie “do wyższych rzeczy” i słuchać głosu Boga, który chce go prowadzić. Byłby wzorem realizowania słów: “oto ja, poślij mnie, jestem gotów”.

Dziś młodzi boją się, że ktoś będzie ingerował w ich pragnienia i pokazywał im inny kierunek życia, niż sobie wymyślili. I myślę, że Stanisław Kostka może być dziś dla młodych wzorem szukania woli Bożej i tego, że Bóg ma dla każdego lepszy plan niż ludzkie plany, które wcale nie muszą być doskonałe.

KAI: To ciekawe, tym bardziej, że z publikowanych w różnych częściach świata wyników ankiet przed synodem biskupów wynika, że młodzi boją się podejmowania definitywnych decyzji i uważają, że czeka ich niestabilna przyszłość.

– Proszę zobaczyć, że czasy, w których żył Stanisław Kostka były mniej pewne, niż dziś. Mniej szanowało się życie ludzkie, łatwiej było samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość i mścić się bezkarnie. Dziś mamy większy spokój i kontrolę nad wydarzeniami, a jednak młodzi bardziej niż przed laty boją się podejmowania decyzji. To pokazuje, że są słabsi duchowo. Przez św. Stanisława Kostkę Pan Bóg mówi do nich: wzmocnijcie swojego ducha!

Ten chłopak stał się przykładem kogoś, kto miał odwagę podejmowania ryzykownych decyzji, i np. świadomego skazania się na wydziedziczenie. Proszę wybaczyć, ale ilu młodych wybrałoby dziś brak wsparcia ze strony rodziców, jako alternatywę dla studiów, kariery i zabezpieczenia finansowego? Stasiu Kostka porzucił to wszystko: jako bogaty arystokrata zrezygnował z konsumpcjonizmu, mówiąc, że są ważniejsze sprawy. Poza tym, on wybiera emigrację, ucieka z Polski!

KAI: Świetnie, czyli ten buntownik to w dodatku patron młodych emigrantów?

– No właśnie! (śmiech). Ale proszę zobaczyć, że Stanisław Kostka wybrał emigrację, ale nie pojechał za zarobkiem ani wygodniejszym życiem. Mało tego, nie uciekł nawet ze względów patriotycznych ani politycznych, prześladowany przez jakąś władzę, która chciała go zniewolić. On szukał wolności duchowej i możliwości całkowitego poświęcenia się Bogu! To jest niesamowite. Młodzi niekiedy jadą na emigrację w celu poprawy poziomu materialnego życia, by zdobyć majątek. On wyjeżdżając – porzuca go.

KAI: Widzę jeszcze jedną ciekawą zależność. Stanisław Kostka odkrył, że Pan Bóg wzywa go do Rzymu, by tam realizował swoje powołanie. Dziś Rzym znów “wzywa” młodych ludzi: papież Franciszek zachęca ich, by włączyli się w przygotowania do synodu biskupów i podzielili przemyśleniami o Kościele i świecie.

– To fenomen, że z okazji 450. rocznicy śmierci św. Stanisława Kostki Episkopat Polski ogłasza rok mu poświęcony wtedy i, że w tym samym roku 2018 ma się rozpocząć wielka synodalna debata poświęcona młodzieży i powołaniu! Stanisław Kostka jako młody mężczyzna był bardzo maryjny. Mężczyźni mają kłopoty z maryjnością, to kobiety częściej i chętniej odmawiają różaniec. A ten święty jest dla nich wezwaniem, by odkryć i pobożność i duchowość maryjną.

KAI: I to w czasie, kiedy papież Franciszek zachęca, by przygotowania do ŚDM w Panamie i samo spotkanie młodych były poświęcone Maryi.

– To jest właśnie ten fenomenalny zbieg okoliczności. W 2018 r. św. Stanisław Kostka może odegrać wielką rolę w życiu współczesnej młodzieży. Podobnie, jak jego młodsza czcicielka, bł. Karolina Kózkówna, która także bardzo czciła Matkę Bożą.

KAI: A kto, oprócz św. Stanisława Kostki i bł. Karoliny, może być przewodnikiem dla polskiej młodzieży w czasie przygotowań do synodu biskupów i ŚDM.

– W tym roku, oprócz 450-lecia śmierci św. Stanisława Kostki obchodzimy też 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Stasiu Kostka uciekł na emigrację, bo duchowo czuł się zniewolony, nie był wolny w realizowaniu swoich pragnień. Karolina Kózkówna jest ofiarą przemocy i I wojny światowej – to znów próba zamachu na czyjąś wolność. Myślę, że czas, aby zwrócić dziś uwagę nie tylko na świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze, ale też na tych, którzy kryją się pod pojęciem “wszyscy święci”. Jestem przekonany, że jest wśród nich wielu młodych patriotów, którzy zginęli za wartości: “Bóg, honor, ojczyzna”.

Dziś odkrywamy wielu takich bohaterów, o których przez długi czas nie wolno było mówić. Jak choćby “Inka”, czyli Danuta Siedzikówna. Przecież ona została rozstrzelana na 6 dni przed swoimi 18-stymi urodzinami! A mając 15 lat wstąpiła do Armii Krajowej, była aresztowana, odbita z niewoli, po której ponownie wstąpiła do konspiracji. Potrzebujemy odkrywać bogactwo pobożnej polskiej młodzieży, która złożyła swoje życie na ołtarzu ojczyzny. Jestem przekonany, że w tym gronie czeka na nas niejeden święty i błogosławiony.

KAI: Od wielu lat towarzyszy Ksiądz młodzieży. Jakimi doświadczeniami w tym temacie podzieliłby się Ksiądz z uczestnikami synodu biskupów?

– Myślę, że każdy młody człowiek powinien dobrze usłyszeć to, co Jan Paweł II mówił na Westerplatte: że nawet jeśli inni nie będą od was wymagali, to sami od siebie musicie wymagać. To niesamowity drogowskaz. Widzę, jak młodzi potrzebują, by ktoś ich zachęcił, ciepło potraktował, dodał pozytywnej energii. To zrozumiałe, ale często inni zawodzą. Dlatego ważne jest, by młodzi czerpali siłę z relacji z Panem Bogiem. Tak, jak świetnie czynił to Stanisław Kostka. On w pewnym okresie nie miał w nikim wsparcia! Miał tylko swojego spowiednika!

Natomiast jeśli chodzi o duszpasterzy, jeśli chce się wspierać młodych, trzeba zrozumieć, m.in. cztery kwestie. Po pierwsze: działania na rzecz młodzieży wymagają poświęcenia czasu. Nie ma szybkich efektów, potrzeba czasu poświęconego na bycie z nimi, czyli ich rzeczywiste wychowywanie. Po drugie: trzeba poświęcić środki finansowe. Do młodzieży trzeba dokładać, a nie brać od nich. Później jako dorośli, oni będą wspierać następnych. Po trzecie: trzeba zgodzić się na to, że konieczny jest wysiłek i skutkiem tego pewna forma słodkiego zmęczenia. I po czwarte: trzeba być konsekwentnym. Jeżeli duszpasterz nie będzie konsekwentnym, trudno o dojrzałą formację młodzieży.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz